Pamiętam, że 20 lat temu nie mówiło się o projektach. Kilku facetów (kobiety wtedy nie były zainteresowane czarno-białym ekranem, na którym szczytem animacji była poruszająca się w poziomie kreska i kwadracik imitujący piłeczkę :)) skrzykiwało się w "garażu" i stukało w klawiaturę swego komputera tworząc kolejną wersję programu finansowo-księgowego, kadrowego lub płacowego. Jadło się przy tym śmieciowe jedzenie, paliło papierosa za papierosem i popijało to trzeci raz zalewaną kawą. Nikt nie oczekiwał, że napiszesz to w 3 miesiące, a faceci nie dzielili się na architektów, projektantów, programistów, testerów, wdrożeniowców etc. Każdy robił wszystko najlepiej jak umiał. Potem przyszły specjalizacje, separacje, metodyki i każdy kolejny stopień ewolucji wprowadzał kolejny stopień komplikacji pomiędzy facetami siedzącymi w "garażu". Na marginesie - garaż miał już rozmiary hangaru dla samolotów :). Na liście nowo powstających zawodów i specjalizacji pojawił się ON - cwaniaczek, który mało robi, dużo gada, jest (podobno) optymistą, powinienn być (napewno) realistą i bardzo dobrym strategiem. Jednym słowem - KOwiec po skompilowaniu do exec'a.
Kim jest kierownik projektu?
To najczęściej zadawane pytania przez osoby zarządzające. Jeśli wszystkie działania w firmie idą dobrze to "jesteś nikim". Jak potrzeba niebanalnych rozwiązań, realizacja zajmie więcej niż kilka miesięcy albo co gorsza kontrakt się wali, to pytanie znika - wtedy wiadomo, że jeśli nie wiadomo kto jest za to odpowiedzialny to jest za to odpowiedzialny kierownik projektu. Zatem na pytanie kim jesteś - w takim przypadku - powinieneś powiedzieć: Jestem kozłem ofiarnym.
Więc jeśli nie masz "parcia na szkło", cierpliwości mnicha buddyjskiego i wyrozumiałości matki Teresy to się tu nie pchaj. Ja się tu sam pchałem, więc jestem .... kierownikiem projektu?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz